poniedziałek, 15 lipca 2013

Angelina Jolie i rak piersi

37-letnia aktorka Angelina Jolie poddała się operacji usunięcia obu piersi (podwójnej mastektomii), aby zapobiec rakowi piersi!

Lekarze ocenili, że w moim przypadku ryzyko zachorowania na raka piersi wynosi 87%, a na raka jajnika 50%, wyjaśniła aktorka na łamach New York Times, w rubryce zatytułowanej „My medical choice” (Mój medyczny wybór)(1). U Angeliny wykryto mutację genu BRCA1, która zwiększa ryzyko zachorowania na raka. Gen BRCA1, który koduje białko, generalnie zmniejsza ryzyko zachorowania na raka piersi, ale – jeśli ulegnie uszkodzeniu, tak jak to miało miejsce w przypadku Angeliny Jolie – ryzyko to wzrasta wielokrotnie.

Wyznanie aktorki wywołało duże poruszenie, i to nie tylko dlatego, że chodzi o kobietę wyjątkową i sławną. Można było odnieść wrażenie, że swoją decyzją Angelina Jolie otwiera nowy rozdział w medycynie prewencyjnej, przekazując kobietom na całym świecie swoiste przesłanie, które wykracza poza jej osobistą historię:

Piszę o tym, bo mam nadzieję, że inne kobiety będą mogły skorzystać z mojego doświadczenia.
W dzisiejszych czasach poprzez proste badanie krwi można określić ryzyko zachorowania na raka piersi i jajników, a następnie podjąć odpowiednie działania.
Postanowiłam o tym napisać, aby powiedzieć wszystkim kobietom, że nie było mi łatwo zdecydować się na przeprowadzenie mastektomii. Ale kiedy już podjęłam decyzję, poczułam się naprawdę szczęśliwa. Teraz prawdopodobieństwo, że zachoruję na raka piersi, spadło z 87% do mniej niż 5%. Mogę powiedzieć swoim dzieciom, że nie muszą już się obawiać: nie stracą mnie z powodu raka piersi. (…)

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, rak piersi zabija rocznie 458 000 kobiet, zwłaszcza w krajach o niskich lub średnich dochodach. Zapewnienie kobietom powszechnego dostępu do badań genetycznych i profilaktyki, która może uratować życie, powinno stać się priorytetem, niezależnie od stopnia zamożności, pochodzenia i miejsca zamieszkania.

Zdecydowałam, że nie będę trzymać swojej historii w sekrecie, ponieważ wiele kobiet w ogóle nie zdaje sobie sprawy z potencjalnego zagrożenia. Mam nadzieję, że one także będą mogły wykonać badania genetyczne i – jeśli okaże się, że ryzyko wystąpienia raka jest u nich równie wysokie – będą wiedziały, że istnieją bardzo skuteczne możliwości działania.

Pozytywny wydźwięk przesłania

Angelina Jolie: podwójna mastektomia – przesłanie dające nadzieję wszystkim kobietom – taki komentarz można było przeczytać już następnego dnia na łamach francuskiego tygodnika „Le Nouvel Observateur”(2).

Dziennikarka tygodnika Caroline Parlanti z całych sił poparła Angelinę i na łamach „New York Timesa” napisała:

Nie wątpię, że nie było łatwo zdobyć się na taki krok, ale jestem pewna, że pozwoli to wielu kobietom podjąć taką samą decyzję.

Ale czy ten entuzjazm jest uzasadniony z medycznego punktu widzenia?

Można zrozumieć Angelinę Jolie

To, co powiem, może głęboko poruszyć wielu zwolenników medycyny naturalnej: rozumiem decyzję, jaką podjęła Angelina Jolie. Oczywiście, pomysł prewencyjnego usunięcia organu, aby nie dopuścić do powstania raka w przyszłości, wydaje się wyjątkowo brutalny… Ale w pewnych przypadkach może być uzasadniony.

Przykładowo – takim profilaktycznym zabiegom powinny bezwzględnie poddawać się osoby cierpiące na rodzinną polipowatość gruczolakowatą, która jest chorobą dziedziczną, ponieważ ryzyko zachorowania na raka jelita grubego przed 40. rokiem życia wynosi u nich blisko 100%. A jedynym rozwiązaniem jest usunięcie tego organu.

Niemniej jednak jest to sytuacja zupełnie wyjątkowa, ponieważ rodzinna polipowatość gruczolakowata odpowiada zaledwie za 1% wszystkich przypadków raka jelita grubego, który z kolei stanowi 11% wszystkich przypadków raka tego narządu.

Zmutowany gen BRCA1, który wykryto u Angeliny Jolie, również może znacząco zwiększyć prawdopodobieństwo zachorowania na raka. Problem polega na tym, że na pytanie, jakie naprawdę jest to ryzyko, mogą odpowiedzieć wyłącznie lekarze, którzy zajmowali się Angeliną. I dlatego ten konkretny przypadek nie może (i nie powinien!) stać się wzorem do naśladowania dla wszystkich innych kobiet.

Bo to wszystko nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać, czytając informację w „New York Timesie” oraz artykuły, które pojawiły się potem na łamach różnych pism.

Na czym polega problem?

Problem związany z sytuacją Angeliny Jolie polega nie tyle na podjętej przez nią decyzji – bo ta akurat jest zrozumiała – ile na towarzyszącemu jej przekazowi medialnemu. Moim zdaniem, przekaz ten był wysoce nieostrożny.

Wielu dziennikarzy, jak choćby wspomniana wcześniej Caroline Parlanti z "Le Nouvel Observateur", podawało, że matka Angeliny Jolie zmarła w wieku 56 lat na raka piersi. A tymczasem prawdziwą przyczyną jej śmierci był rak jajników.

To bardzo ważne, ponieważ pokazuje, że informacje przekazane przez Angelinę Jolie nie zawsze były na tyle jasne, by nawet zawodowi dziennikarze mogli je właściwie zinterpretować.

Zacznijmy od tego, że Angelina skierowała swoje przesłanie do wszystkich kobiet i – według mnie – w niedostatecznym stopniu podkreśliła fakt, że problem genetyczny, który u niej wystąpił, zdarza się generalnie bardzo rzadko.

Nie tylko bowiem bardzo rzadko dochodzi do zmutowania genu BRCA1, ale również bardzo rzadko gen ten przyjmuje taką właśnie postać. Większość mutacji genu BRCA1 nie powoduje wielkiego wzrostu ryzyka zachorowania na raka piersi, a niektóre mutacje nawet to ryzyko zmniejszają(3). Przypomnijmy też, że guz sutka jest przyczyną mniej niż 5% zgonów u kobiet. Według organizacji zajmujących się profilaktyką raka w Stanach Zjednoczonych jedynie 2% kobiet, które w bliskiej rodzinie miały liczne przypadki raka piersi, powinny rozważyć wykonanie badań genetycznych dotyczących genu BRCA1.

Jeśli uświadomimy sobie wszystkie te elementy, to okaże się, że zachęcanie wszystkich kobiet do podejmowania działań zmierzających do wczesnego wykrycia i profilaktycznych interwencji może spowodować wzrost liczby zgonów lub inwalidztwa wskutek niepotrzebnych zabiegów, przeprowadzonych w związku z „fałszywą diagnozą pozytywną”. (Z powodu błędnych – inaczej „fałszywie dodatnich” – testów, które powodują, że zaczynamy wierzyć, że mamy raka, chociaż tak naprawdę go nie mamy).

Zagrożenia związane z wczesnym wykryciem raka

Poddanie się badaniom na zdiagnozowanie raka już samo w sobie jest ryzykowne. Trauma, którą wywołuje zapowiedź raka, może wywołać stres i taką produkcję adrenaliny, która zablokuje działanie chemioterapii(4). Ponadto, jak wynika z badania przedstawionego niedawnow „New England Journal of Medicine”, ryzyko zgonu na atak serca zwiększa się 26-krotnie w ciągu siedmiu dni po takiej diagnozie!(5)

Dr Marc Girard uważa, że nie istnieje żaden poważny dowód na to, że wczesne podjęcie działań zwiększa szanse wyzdrowienia(6).

Dlatego przedstawianie społeczeństwu wczesnego, profilaktycznego usuwania piersi jako znakomitego sposobu na walkę z rakiem nie jest rozważne.

Zresztą poważne zabiegi „prewencyjne” wcale nie gwarantują bezpieczeństwa. Liczne komórki rakowe mogą przeżyć, ulokować się w sąsiednich tkankach, a nawet w całym ciele, i stać się zalążkiem nowych guzów.

Ryzyko genetyczne nie takie wielkie?

I wreszcie kolejna sprawa: imponujące dane statystyczne, które pokazują, że ryzyko zachorowania spadło z 87% do 5%, rzeczywiście budzą podziw, ale jednocześnie wprowadzają w błąd.

87-procentowe ryzyko zachorowania na raka piersi w związku z istnieniem zmutowanego genu BRCA1 zostało wyliczone na podstawie badań przeprowadzonych w rodzinach, w których większość kobiet chorowała na raka. Zatem zagrożenie zostało ocenione na podstawie bardzo ograniczonej grupy, a nie całej populacji.

Obciążenie błędem jest zatem olbrzymie, ponieważ nie można ocenić wzajemnego oddziaływania trybu życia i czynników dziedzicznych. Zauważył to zresztą Narodowy Instytut Raka (National Cancer Institute) w Stanach Zjednoczonych i złożył oficjalne oświadczenie w tej sprawie:

W związku z tym, że członkowie jednej rodziny mają wspólne geny, ale też często żyją w tym samym środowisku, nie można wykluczyć, że duża liczba przypadków zachorowania na raka w tych rodzinach wynika z innych czynników genetycznych lub innych czynników środowiskowych.

Na tym właśnie polega cały problem z genami: być może taki wzrost ryzyka powoduje nie tyle sama mutacja genu BRCA1, co jej powiązanie z innymi genami. A Angelina Jolie być może w ogóle nie jest ich nosicielką.

Jak dotąd, nie przeprowadzono żadnego badania, które w dłuższym okresie porównywałoby kobiety mające zmutowany gen z kobietami genetycznie „zdrowymi”.

Dla znakomitej większości kobiet piersi nie stanowią zagrożenia

Lekarze, którzy badali Angelinę Jolie i zasugerowali jej decyzję o mastektomii, jako jedyni posiadają wszystkie informacje na temat tego przypadku. Można zatem założyć, że akurat w tym przypadku podjęta przez nich decyzja była słuszna.

Ale dla znakomitej większości kobiet przypadek Angeliny Jolie nie ma absolutnie żadnej wartości. Bez wątpienia podjęła heroiczną decyzję, jak to określił jej partner Brad Pitt, ale z tego nie wynika, że ktokolwiek powinien pójść w jej ślady.

Ryzyko, że inna kobieta znajdzie się w dokładnie takiej sytuacji, jest tak małe, że byłoby tyleż nieracjonalne, co niebezpieczne doszukiwać się takiego samego ryzyka i wybierać takie samo „rozwiązanie”. Znacznie rozsądniej będzie podjąć działania, które zmniejszają ryzyko zachorowania na raka piersi u wszystkich kobiet. Chodzi tu w szczególności o:

  • ograniczenie kontaktu z pestycydami;
  • całkowite unikanie pigułek antykoncepcyjnych 3. lub 4. generacji oraz nieprzyjmowanie innych pigułek przez okres dłuższy niż 10 lat w ciągu całego życia;
  • unikanie hormonalnej terapii zastępczej opartej na przyjmowaniu syntetycznych hormonów, którą  proponuje się kobietom w okresie menopauzy;
  • ekspozycja co najmniej ¾ powierzchni ciała na słońce przez co najmniej 20 minut dziennie lub przyjmowanie suplementu witaminy D3 w ilości 1500 j.m. dziennie(7);
  • uzupełnianie selenu (276 µg dziennie), aby zmniejszyć ryzyko zachorowania u kobiet z uszkodzonym genem BRCA1.(8)
  • spożywanie na co dzień pokarmów o właściwościach antyrakowych (kapusta, brokuły i inne warzywa z rodziny kapustowatych, w miarę możliwości na surowo; winogrona i czerwone wino ze względu na zawarty w nich resweratrol; tłuste ryby z zimnych mórz ze względu na kwasy tłuszczowe omega-3; kurkuma i inne przeciwutleniacze);
  • regularna aktywność fizyczna, najlepiej na świeżym powietrzu.

Oczywiście, coś takiego jak „0% procent ryzyka” nie istnieje. Nawet najzdrowsze zwyczaje nie dadzą żadnej kobiecie 100-procentowej pewności, że nigdy nie zachoruje na raka piersi. Ale – jak w prowokacyjny sposób stwierdza amerykański dziennikarz Mike Adams: lekarze-mężczyźni, którzy zalecają kobietom amputację piersi, aby uniknęły w ten sposób raka piersi, powinni zdecydować się na usunięcie jąder, aby uniknąć raka jąder…

Życzę zdrowia!


Artykuł pochodzi z darmowego newslettera Poczta Zdrowia www.pocztazdrowia.pl

Źródła:
  1. http://www.nytimes.com/2013/05/14/opinion/my-medical-choice.html?_r=0
  2. http://leplus.nouvelobs.com/contribution/859528-angelina-jolie-sa-double-mastectomie-un-message-d-espoir-pour-les-femmes.html
  3. Cheryl Lin, Tina Sasaki, Aaron Strumwasser, Alden Harken. The case against BRCA 1 and 2 testing. Surgery. 2011 Jun;149(6):731-4. PMID: 21621683.
  4. «La brutalisation  du corps féminin dans la médecine moderne», par le Dr Marc Girard, 11 janvier 2013.
  5. Cancer Genet Cytogenet. 2009 Apr 15;190(2):81-7. PMID: 19380024
  6. New England Journal of Medicine. 2012 April 5th.
  7. BRCA1 loss activates cathepsin L-mediated degradation of 53BP1 in breast cancer cells. The Journal of Cell Biology, 2013; 200 (2).
  8. Selenium Supplementation Reduced Oxidative DNA Damage in Adnexectomized BRCA1 Mutations Carriers -Cancer Epidemiol Biomarkers Prev November 2009 18; 2923.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz